THOR SWAP ϟ Thor’s relationship with Frigga for sheilatakesabow


captainamerica-in-middle-earth:

This is exactly what I was thinking about when I saw this scene. Thank you for giving me the heartbreaking visual.


madebyabvh:

GIF - Avengers: Age Of Ultron Comic-Con Poster

ALL TOGETHER

Original illustration by Ryan Meinerding, Charlie Wen & Andy Park



Unlimited list of favorite scenes—Thor

"The House of Odin is full of liars."


thetomhiddlestoneffect:

This scene/comment makes me laugh… every single time.

Loki, fresh outta prison and still not giving a single solitary fuck.


I have lived most of my life surrounded by my enemies. I would be grateful to die among my friends.


Reblog / posted 4 weeks ago with 1 note
"Portale" rozdział 1: "Początek tułaczki"

Nie istnieje jeden świat, istnieją ich miliardy. Stworzone są z ludzkiej wyobraźni
i myśli. Jedna wymyślona historia tworzy nowy świat, do którego nikt nie powinien mieć dostępu, ale czasem przestrzeń załamuje się i otwiera się portal, przez który każdy może przejść.

            Mary powoli otworzyła oczy i z trudem odwróciła głowę w stronę piekielnie hałasującego budzika. Zamachnęła się ręką, by go wyłączyć, ale tylko strąciła go na podłogę. Dźwięk stali jeszcze bardziej wbijał jej małe ostrza w czaszkę. Z trudem wstała z łóżka i wyłączyła budzik, powoli dowlokła się do łazienki. To co ujrzała w lustrze niezbyt ją zadowoliło. Rozczochrane włosy, głębokie cienie pod oczami i wysuszone usta. Nie za bardzo pamiętała ostatnią noc. Poszła z koleżankami na imprezę, potańczyły, wypiły trochę więcej niż powinny, a mimo to zabawa była przednia. Z zakamarków pamięci dochodziły do niej obrazy jak wychodzi z klubu i zaraz potem siłuje się z kluczami do mieszkania. Mary zachwiała się
i jedynie wieszak na ręczniki uratował ją od znalezienia się na zimnych kafelkach. Spojrzała ponownie w lustro.

            - Dobra. Koniec tego dobrego, muszę się zbierać , bo znowu mnie ta stara jędza ochrzani, że przyszłam spóźniona.

            Powoli ściągnęła z siebie brudne ubrania i weszła pod prysznic. Zimna woda orzeźwiła ją i pomogła racjonalniej myśleć. Udało jej się dość szybko ubrać i spakować, by zdążyć
na autobus, lecz jakby tego dnia los uznał, że nic ma jej się nie udać. Niczym dobiegła na przystanek okazało się, że przed weekendem zmienili rozkład jazdy i jej transport odjechał piętnaście minut wcześniej. Wściekła próbowała złapać taksówkę, ale żadne nie chciała się zatrzymać. Uznała, że już dość straciła czasu i puściła się biegiem przez ulice. Dobiegła
do małej kafejki zdyszana, ale spóźniona. Szybko weszła do środka mając nadzieję, że szefowa nie zaczęła robić jeszcze przeglądu obecności pracowników i tak bardzo się zawiodła. Odwróciła się zaraz po zamknięciu drzwi wejściowych i stanęła twarzą w twarz z najstraszniejszą kobietą jaka chodziła po Ziemi. Spoglądały na nią zimne, blado niebieskie oczy, które zawsze przypominały jej oczy węża wpatrzone w swoją ofiarę. Usta miała zaciśnięte w wąską linię. Ubrana była w elegancką garsonkę i mimo, że była tęgiej budowy, dopasowany żakiet zaznaczaj jej talię, na której trzymała ręce. Mary mimowolnie cofnęła się krok do tyłu co zbytnio nie spodobało się kobiecie.

- Znowu spóźnienie panno Corden - mówiła to, powoli wypowiadając każde słowo. Jej głos wydawał się Mary syczeniem obślizgłego gada.

- Przepraszam, ale autobus mi uciekł i…

- Jakby się nie chodziło na imprezy tylko spokojnie siedziało w domu to udałoby się
i na piechotę dotrzeć do pracy na czas, i nie kłam mi tu, że nie byłaś w żadnym klubie, widziałam filmiki. Jako, że nie reprezentujesz siebie odpowiednie a tym samych stawiasz
w złym świetle miejsce zatrudnienia, zwalniam cię ze skutkiem natychmiastowym.

- Co?! Nie może pani! Należy mi się miesięczny okres wypowiedzenia!

- Zwalniam panią dyscyplinarnie.

- Och, doprawdy, a jaki wpisze pani powód?

- Nie odpowiednie prowadzenie się. Może pani już spakować swoje rzeczy i nigdy więcej się tu nie pokazywać.

Mary wściekła weszła do pomieszczenia przeznaczonego dla pracowników i szarpnęła
za drzwiczki jej szafki. Wyciągnęła z niej granatowy sportowy plecak i zaczęła do niego pakować swoje rzeczy. Między innymi koszulki na zmianę, książkę i kilka gazet. Zarzuciła go sobie na plecy, odwróciła się i szybko podążała do wyjścia, kiedy przy drzwiach zatrzymała ją szefowa i wręczyła jej ze złośliwym uśmieszkiem kartkę A4 z dużym napisem u góry strony  “WYPOWIEDZENIE”. Mary wyszarpała jej ją z ręki i z wściekłością otworzyła drzwi, uderzając przy tym jej byłą szefową w nos. Kiedy odchodziła kobieta jeszcze krzyczała za nią obelgi, ale ona się tym całkowicie nie przejmowała. Miała wrażenie jakby jej oczy pokryła jakaś czerwona mgła. Myśli szalały jej w głowie, nie miała pojęcia co robić. Obliczyła w myślach wszystkie wydatki i ile jej pieniędzy zostanie, nie była zbytnio zadowolona z wyniku, musiała w ciągu około trzech tygodni znaleźć nową pracę jeśli nie chciała wylądować na bruku. Nie zauważyła nawet kiedy znalazła się pod domem. Cicho weszła na klatkę schodową
i spokojnie wchodziła po schodach, nie chciała by sąsiadki zauważyły, że tak szybko wraca, ponieważ od razu zaczęłyby plotkować i wciągu jednego dnia wszyscy by pytali się jej czy straciła pracę. Nie znosiła, gdy ktoś wtrącał się w jej sprawy, gardziła wtrącaniem się w cudze życie, nie rozumiała jak jej przyjaciółki uwielbiają plotkować o sprawach osobistych osób, które często widziały raz w życiu lub wcale. Cicho otworzyła drzwi i weszła do mieszkania, plecak rzuciła od nie chcenia na szafkę, a sama poszła do kuchni, włączyła wodę na herbatę
i padła na łóżko. Musiała sobie to wszystko poukładać. Nie żałowała zbytnio, że straciła pracę, nigdy jej nie lubiła, w końcu i tak by się zwolniła, ale chciała jeszcze trochę z tym poczekać. Zamknęła oczy, z odrętwienia wyrwał ją gwizdek czajnika, wstała szybko i wyłączyła gaz. Zalała wrzątkiem małą torebkę herbaty w jej ulubionym kubku. Usiadła przy blacie
w kuchni włączyła laptopa. Wchodziła na strony z ofertami pracy, ale nie znalazła nic w czym mogłaby się sprawdzić. Rozczarowana wyłączyła komputer i spojrzała na zegarek. Dochodziła już północ, spędziła prawie siedem godzin na szukanie i nic nie znalazła, jej humor jeszcze bardziej się pogorszył. Nagle wszystko zgasło. Przestały działać wszystkie urządzenia elektryczne,
a ulica pogrążyła się w nie naturalnej ciemności. Dziewczyna sięgnęła po telefon, ale on także się nie włączał.

- Co jest?! Jeszcze rano miał pełną baterię, nie mógł się tak szybko rozładować - Mary była już naprawdę wściekła. Kiedy jej cierpliwość było już na wykończeniu, ekran telefonu znowu zaświecił a wraz z tym wrócił prąd i co dziwniejsze włączyły się wszystkie urządzenia zasilane elektrycznie. Dziewczyna biegała po całym mieszkaniu wyłączając po kolei sprzęty. Wreszcie zmachana usiadła na łóżku, ciągle nie mogła zrozumieć jak to wszystko się stało. To był dla niej ciężki dzień, nawet nie pamiętała kiedy wpadła w objęcia Morfeusza.

Obudziła się, kiedy słońce już od dawna świeciło na miastem. Pomimo długiego snu ciągle była zmęczona i jej jedynym marzeniem było spanie jeszcze przez kilka godzin. Jednak wiedziała co musi zrobić, więc z trudem wstała z łóżka, zjadła szybkie śniadanie, ubrała się
i wyszła. Szła przez tętniące życiem miasto rozglądając się po witrynach sklepów w poszukiwaniu ogłoszeń o pracę, jednak los dalej jej nie sprzyjał. Kiedy postanowiła zrobić sobie krótką przerwę wokół niej rozbrzmiały piski opon. Rozejrzała się i zobaczyła, że samochody hamują z powodu nagle wyłączonych sygnalizacji. Światła w sklepach pogasły, bilbordy przestały wyświetlać reklamy. Ludzie rozglądali się zdezorientowani. Całe miasto zamarło. Dziewczyna szybko wyciągnęła z torebki telefon i zauważyła, że znowu jest wyłączony. Nagle wszystko wróciło do życia z tą różnicą, że sygnalizacja co chwilę zmieniała kolor świateł, w sklepach rozbrzmiała muzyka na pełnym poziomie głośności, a parkometry wyrzucały
z siebie tony biletów. Wszystko jakby oszalało, ludzie rozbiegali się przerażeni. Mary uznała, że pora wrócić z powrotem do domu. Kiedy się odwracała wpadła na jedną ze swoich przyjaciółek.

- Hej, Mary! Co ty robisz, nie powinnaś być w pracy?

- Wywaliła mnie, ale to samo pytanie mogłabym zadać tobie.

- Ach, ja. No cóż, mam wolne w tym tygodniu. Dzisiaj jest niezła impreza, wybierasz się?

- Nie wiem, muszę szybko coś znaleźć i nie mogę tracić czasu.

- Spoko, przecież w klubie możesz się zapytać czy nie szukają kogoś. Chodź, zobaczysz będzie świetnie!

Mary rozejrzała się bezradna, szukając jakiegoś natchnienia na odpowiedź, ale nic takiego nie znalazła, więc zrezygnowana pokiwała głową na znak zgody. Miała nie miłe uczucie, że tej nocy powinna siedzieć w domu i nigdzie się nie ruszać, bo może to się źle skończyć.

Klub tętnił życiem. W powietrzu unosił się zapach alkoholu, potu i innych nielegalnych używek. Migocące, kolorowe światła przyprawiały Mary o zawroty oraz ból  głowy
i pragnęła stamtąd jak najszybciej wyjść, ale jej przyjaciółka jej na to nie pozwalała pod pretekstem, że powinna się zabawić i zapomnieć trochę o problemach, ale dziewczyna nie potrafiła. Cały czas miała złe przeczucia i wrażenie jakby cały świat miał zwalić się jej na głowę. W końcu, po tym jak już dwóch kolesi zaczęło się do niej przystawiać, zdenerwowana wyszła ignorując całkowicie wołania przyjaciółki. Wybiegła na zewnątrz, natychmiast owionęło ją chłodne, wieczorne powietrze. Parking, na którym stała był pełen samochodów, ale po za nimi żywej duszy mimo to Mary miała wrażenie jakby ktoś lub coś ją obserwowało. Nałożyła na głowę kaptur, ręce wsadziła w kieszenie i ruszyła powoli ciemną ulicą. Otaczający ją mrok lekko ją uspokoił, ale kiedy wyszła na skrzyżowanie zdała sobie sprawę, że ono również jest nieoświetlone a wokół słychać dziwny dźwięk, jakby wyładowywanie elektryczne. Nagle lampy zaczęły błyskać, a kable wysokiego napięcia strzelać i pękać. Mary cofnęła sie wystraszona i natrafiła plecami na zimną ścianę. Skrzynka elektryczna obok niej zaczęła dymić
i drzwiczki wyleciały na ulicę. Dziewczyna skuliła się wystraszona na chodniku. Wtedy parę metrów nad ziemią, na środku skrzyżowania pojawiło się jasne błękitne światło i zaczęło się tworzyć świetlista obręcz. Przez chwilę dziewczyna miała wrażenie jakby widziała pustynne tereny skąpane w pomarańczowym świetle dwóch słońc, lecz po chwili coś spadło na ulicę
i krąg zamknął się błyskawicznie, zostawiając Mary zszokowaną i przerażona. Po upłynięciu kilku minut zdołała wstać i podejść do małego przedmiotu, który spadł. Delikatnie podniosła go z ziemi Był to mały okrągły wisiorek z wyrytymi na nim dziwnymi znakami, które coś jej przypominały. Podniosła go wyżej i skierowała w stronę światła, złoto mieniło w promieniach lamp. Wtem usłyszała dźwięk nadjeżdżającego samochodu, więc szybko schowała medalion do kieszeni kurtki i skierowała się w boczną uliczkę. Wracając do domu zauważyła miejsce wypadku przy sygnalizacji świetlne. Policja chodziła dookoła i zbierała zeznania, a elektrycy sprawdzali elektronikę świateł. Ich miny zdradzały, że nie zauważyli nic dziwnego i nie mają pojęcia dlaczego się wyłączyły. W pośpiechu ominęła zdarzenie i w ciągu dziesięciu minut była już pod domem. W mieszkaniu rzuciła torebkę i kurtkę na fotel, przebrała się w bardziej wygodne ubrania i padła wykończona na łóżko. Po chwili podniosła się i wyciągnęła z płaszcza złoty okrąg. Delikatnie obracała medalion w dłoniach. Próbowała przypomnieć sobie skąd zna widniejące na nim symbole. Nagle kamień znajdujący się wewnątrz kręgu zaczął migotać błękitnym światłem. Dziewczyna upuściła wisior na ziemię. Wirował coraz szybciej, tworząc wokół siebie białą, połyskującą mgłę. Mary stanęła na łóżku i spoglądała na wszystko z niemym przerażeniem. Krąg przestał się powiększać, a mgła gęstniała i odsłaniała środek, który mienił się najróżniejszymi kolorami. Powietrze wokół nabierało tempa i tworzyło mały wir nad kręgiem. Dziewczyna zachwiała się i z krzykiem do niego wpadła, w ostatniej chwili łapiąc medalion, który wciąż obracał się po środku. Mary leciała przez tunel pełen barw. Wszystko wokół niej wirowało i zaczęło jej się kręcić w głowie. Wtedy zauważyła nad swoją głową krąg zieleni. Wypadła z tunelu na trawę, sturlała się z pagórka i z pluskiem wpadła
do strumienia. Powoli wstała z wody, była cała przemoczona, spojrzała na swoją rękę, w której wciąż trzymała wisior. Dopiero wtedy zauważyła, że nie ma na sobie swoich znoszonych jeansów i wyblakłego podkoszulka, a zamiast ich ubrana była w lekką, srebrną suknię na szerokich ramiączkach, spiętą w talii skórzanym pasem ze złotą klamrą w kształcie medalionu, który znalazła. Na nogach miała skórzane sandałki z rzemykami. Rozpuszczone, mokre włosy układały się na jej ramionach i plecach. Założyła sobie wisior na szyję i wyszła z wody. Delikatny materiał kleił się jej do ciała. Z trudem wspięła się na pagórek i widok jaki się przed nią roztoczył był oszałamiający. Nad całą okolicą górował złoty pałac, który zwężał się ku górze. Wokół niego wznosiły się inne, równie wspaniałe budowle, a nad nimi latały srebrne statki. Mary osłoniła oczy przed jasnym słońcem. Dostrzegła wychodzący zza budynków długi, tęczowy most, na końcu którego znajdowała się budowla w kształcie kopuły z olbrzymim ostrosłupem na szczycie.

- Ja nie wierzę, to niemożliwe! Kurczę, to jakiś sen! Przecież to nie istnieje, nie mam prawa tu być! – mówiła do siebie, coraz bardziej zszokowana i przerażona, z wrażenia usiadła na ziemi. Do rzeczywistości przywróciła ją kapiąca z jej włosów woda.

- Sen nie może być tak realistyczny, ale jak? – spojrzała na wiszący na jej szyi medalion, wzięła go do ręki i delikatnie obróciła. Słońce odbijało się w złotym kruszcu. Powoli wstała z trawy, suknia była już prawie sucha. Schodziła ze wzgórza w stronę miasta. Kiedy weszła miedzy budowle otoczył ją zgiełk ulic. Wokół niej chodziły kobiety w podobnych sukniach, ale z większą ilością biżuterii oraz z eleganckimi fryzurami, a także mężczyźni ubrani w tuniki lub ciężkie zbroje. Większość z nich nosiła brody, a włosy mieli zaplecione
w grube warkocze. Mary chodziła miedzy nimi niepewnie, niektórzy patrzyli się na nią ze zdziwieniem. Zmysłami chłonęła każdy najdrobniejszy szczegół, widoki, zapachy, dźwięki. Ludzie sprzedawali na kramach soczyste, duże owoce, które barwą i słodką wonią zachęcały do kupna. Gdzie indziej rybacy prezentowali swoje połowy, a rzemieślnicy wyroby, w tym pięknie zdobioną w kamienie i wzory biżuterię, wszelkiego rodzaju broń, od drobnych sztyletów po ogromne miecze i obusieczne topory. Skręciła w boczna uliczkę i trafiła na targ zwierząt. Na początku ulicy sprzedawano piękne konie różnej maści o mocnej, ale szlachetnej budowie i zwiewnych grzywach. Stojący w grupkach mężczyźni oglądali i targowali się o ich ceny. Dalej sprzedawano kury, gęsi oraz inne zwierzęta hodowlane. Mary błądziła pomiędzy uliczkami, zdążyła już wyschnąć i włosy układały się dziką kaskadą na głowie. W końcu wyszła na ogromny, okrągły plac otoczony drzewami, przez którego środek przebiegał tęczowy most. Ziemia była ozdobiono misternie zrobioną mozaiką z kamieni w różnych odcieniach beżu i brązu. Zauważyła, że na placu znajdowało wielu mężczyzn ubranych w złote zbroje
i hełmy. Mary poczuła lekki niepokój, wiedziała, że wyróżnia się z tłumu swoim trochę nieschludnym wyglądem. Nagle na placu zrobiło się małe zamieszanie, na moście pojawiło się pięciu jeźdźców. Na przedzie, na śnieżno białym koniu siedział mocnej budowy, blond mężczyzna, w pełnej zbroi. Za nim powiewał długi, szkarłatny płaszcz. Przejechali szybko i  udało się jej jeszcze dojrzeć, że towarzyszyło mu trzech mężczyzn i kobieta. Zaczął podchodzić do niej jeden ze zbrojnych. Szybko weszła w tłum, ale zauważyła, że żołnierz nie przestawał iść w jej kierunku. Rozglądnęła się nerwowo dookoła, szukając drogi ucieczki i w końcu dojrzała boczną uliczkę, w którą skręciła bez zastanowienia. Szła pośpiesznie wśród ludzi nie ubranych już tak strojnie jak widziała wcześniej. Ulica nie wyróżniała się niczym szczególnym. Mary uważała, że tutaj specjalnie nie widać, że znajduje się, według starych wierzeń,
w świecie bogów. Zatrzymała się zdyszana, krew ze zdenerwowania pulsowała jej w żyłach,
a w uszach odrobinę szumiało. Zrobiła parę oddechów na uspokojenie i spojrzała w głąb ulicy. Nogi się pod nią ugięły. Nie znajdowała się na niej jeden strażnik, ale trzech. Serce zaczęło bić jej jak szalone, znajdowała się w całkowicie obcym miejscu, nawet nie wiedząc czemu, a dodatkowo ścigali ją mężczyźni wielcy jak dęby.

- Cholera – cicho zaklęła pod nosem i puściła się biegiem w uliczkę obok.

- Stać! Stać w imię Odyna! – słyszała krzyki za sobą. Adrenalina dodała jej sił i nie zwracała zbytnio uwagi na to, że potrącani przez nią ludzie, wykrzykują za nią niezbyt miłe epitety. Po dość długim biegu, kamień pod jej nogami zmienił się w trawę i po paru metrach nogi ugięły się pod nią, i runęła na ziemię twarzą prosto przed czyimiś nogami. Siły już całkowicie ją opuściły i ledwo uniosła się na rękach, by zobaczyć przed kim leży. Nad nią stał, co od razu zauważyła, szczupłej budowy mężczyzna w czarno zielonym ubraniu. Niebieskie oczy spoglądały ze zdziwieniem z nad dużej, ciężkiej księgi oprawionej w brązową skórę
z kunsztownymi zdobieniami na okładce. Słońce odbijało się od jego gładko zaczesanych do tyłu, czarnych włosów. Mary patrzyła na niego z otwartymi ustami. Mężczyzna łagodnie uśmiechnął się do niej, z zadziwiającą lekkością zamknął księgę i schylił się do niej.

- Cóż się stało, że tak biegłaś? – zapytał próbując ukryć rozbawienie. Dziewczyna od razu przypomniała sobie o goniących ją strażnikach, starała się podnieść, ale natychmiast zachwiała się. Mężczyzna złapał ją za rękę i pomógł jej utrzymać równowagę, Jego wzrok padł na medalion wiszący na szyi dziewczyny. W oczach pojawił mu się błysk zaciekawienia
i wzmocnił swój uścisk.

- Przed kim uciekałaś? – Mary zaczęła się wyrywać, ale on nie zmniejszał uchwytu. Była zmęczona, więc szybko się poddała.

- Przed strażą – westchnęła.

- Czemu cię gonią?

- Nie wiem, nie jestem stąd – powiedziała zdenerwowana i natychmiast zorientowała się co zrobiła. Patrzył na nią z szeroko otwartymi oczami. Rozległ się dźwięk idących żołnierzy. Pociągnął ją i bezceremonialnie rzucił w krzaki nieopodal.

- Nawet nie drgnij – wysyczał i usiadł obok pod drzewem. Otworzył księgę i udawał, że jest skupiony na czytaniu. Po chwili podeszli do niego straże, stanęli na baczność i ich dowódca ukłonił się przed nim.

- Książę, szukamy zbiega, młodej dziewczyny,  uciekała w tą stronę – Mary wstrzymała oddech i bała się, że usłyszą oni jej serce bijące jak szalone.

- Nikogo takiego tu nie widziałem. Nie bez powodu wybrałem to miejsce. Nikt – zrobił nacisk na to słowo – mi tutaj nie przeszkadza. Żołnierz zrozumiał aluzję, ukłonił się i odszedł z oddziałem w stronę centrum miasta. Mężczyzna poczekał, aż znikną między budynkami. Wtedy wstał i podszedł spokojnie do przestraszonej dziewczyny.

- Książę? Tak? – starała się, by jej głos brzmiał normalnie.

- Tak, a nie widać? – odpowiedział z uśmiechem na ustach. Jeszcze bardziej się speszyła, a na jej twarzy pojawiły się kolory czerwieni. Nie sądziła nawet, że może czuć się w czyjeś obecności tak zażenowana. Pomógł jej wstać i poprowadził ją przez mały lasek na obrzeża ogrodów, gdzie rosły jabłonie, roztaczać słodką woń owoców. Mary dojrzała pomiędzy nimi złote ściany pałacu.

- Wow! – wyrwało się jej. Było widać, że mężczyzna ledwo powstrzymuje się, by nie zacząć się śmiać.

- Nigdy czegoś takiego nie widziałaś?

- Nie, tam gdzie mieszkam widoki trochę różnią się od tutejszych.

- Właśnie, powiedziałaś, że nie jesteś stąd. Z Vanaheimu? Jak się tu dostałaś? Gdybyś użyła Bifrostu straże, by cię nie szukali – poprowadził ją bocznym korytarzem, na którym nie pilnowali żołnierze. Otworzył przejście w ścianie i puścił Mary przodem.

- Właściwie… - zaczęła

- Cii… Ktoś mógłby usłyszeć – przerwał jej. Nagle ściana przed nią odsunęła się ukazując przestronny pokój z widokiem na góry. Naprzeciwko okien stało dość duże łóżko z białą pościelą. Pod ścianami stały półko pełne książek. Ręką pokazał jej, by weszła.

- Śmiało.

Rozejrzała się, wystrój ją oszałamiał, w ogóle nie wyglądał na pokój mężczyzny pochodzącego ze świata wojowników.

- Więc jak do ciebie mówić? Książę? – zapytała gładząc ręką komodę ozdobioną rzeźbami przedstawiającymi rośliny.

- Loki, tak mam na imię, a ty?

- Mary.

- Brzmi dość pospolicie, ale przejdźmy do sprawy skąd jesteś i jak się tu znalazłaś.

- Pochodzę z Ziemi, ale sama za bardzo nie rozumiem jak się tu dostałam. Wpadłam do czegoś dziwnego.

- Czegoś dziwnego? – na jego twarzy pojawił się drwiący uśmieszek.

- Tak, znalazłam jakiś podejrzany medalion, on się zaczął świecić i kręcić…

- Ten medalion? – wskazał na wisior na jej szyi.

- Eee… Tak.

- Mogę? – zapytał głosem, który wskazywał, że nie przyjmie odmowy.

Natychmiast ściągnęła go i podała Lokiemu. Obejrzał go dokładnie, a jego twarzy pojawił się wyraz zdumienia.

- To nie pochodzi z żadnego znanego mi świata. Nie znam nawet tych symboli, a ty?

- Wydaje mi się, że już gdzieś je widziałam, ale nie mogę sobie przypomnieć. Doniesiesz na mnie?

- Jakbym chciał cię wydać, już byś stała skuta przed Odynem.

Rozległo się pukanie do drzwi i nie czekając na zaproszenie, do pokoju wszedł
z uśmiechem barczysty mężczyzna. Loki natychmiast schował medalion w poły płaszcza. Mary odruchowo cofnęła się do tyłu chcąc znaleźć kryjówkę, w przybyszu rozpoznała jeźdźca z mostu. Kiedy mężczyzna ją zobaczył, z jego twarzy na chwilę zniknął uśmiech, a zastąpił go wyraz bezbrzeżnego zdumienia. Zaraz się jednak opanował i ze śmiechem powiedział do Lokiego.

- Nie sądziłem, że masz gościa. Mógłbyś jakoś o tym informować. Mam nadzieję,
że w niczym nie przeszkodziłem, bracie.

- Nie – powiedział już zniecierpliwiony – Ale dobre wychowanie wymaga, by zaczekać na pozwolenie. Nie jesteśmy w obozie wojskowym.

- Spokojnie, nie musisz się już tak wściekać – podszedł do niego i z impetem położył mu rękę na ramieniu. Loki ugiął się pod siłą uderzenia.

- Przyszedłem przypomnieć ci o dzisiejszym przyjęciu. Mam nadzieję, że przyprowadzisz swoją nową znajomą – Thor uśmiechnął się do dziewczyny – Wybacz, ale mój brat często baszta mnie za nie odpowiednie zachowanie, a sam bywa trochę nieobyty w stosunku do kobiet.

Mary oblała się rumieńcem. Zastanawiała się z nią dzieje. Jeszcze nigdy nie czuła się tak zawstydzona jak przy tej dwójce. Nie była przyzwyczajona, by nowo poznani ludzie zwracali się do niej tak bezpośrednio.

- W takim razie do zobaczenia wieczorem – Thor na pożegnanie uderzył Lokiego
w ramię i wyszedł. Mężczyzna rozcierając obolałą rękę zwrócił się do dziewczyny.

- No cóż – westchnął – Idziesz dzisiaj na przyjęcie. Może uda ci się porozmawiać
z moją matką o medalionie.

- Nie muszę iść. Ostatnio jakoś niezbyt dobrze wspominam przyjęcia.

- Jeśli nie pójdziesz Thor nie da mi żyć. Będzie stroił sobie żarty dopóki nie znajdzie lepszego powodu. Masz coś jeszcze oprócz tej sukienki?

- Nie, to wszystko co mam.

- W takim razie muszę ci coś znaleźć, nie możesz się tak pokazać. Wykąp się i zrób coś z włosami. Tam jest łaźnia – wskazał na średniej wielkości, złote drzwi również zdobione w ornamenty kwiatowe. Mężczyzna wyszedł zostawiając ją samą z całkowitym mętlikiem
w głowie. Po chwili podeszła do wskazanych przez Lokiego drzwi i pociągnęła za uchwyt. Otworzenie ich sprawiło jej trochę trudności, ponieważ były dość ciężkie. Łaźnia wyłożona została kafelkami wykonanymi z białego marmuru. Za wannę służyło duże, kwadratowe wgłębienie w podłodze, do którego schodziło się po schodkach. Trochę nad nią, do ściany została przytwierdzona półka. W wannie już znajdowała się parująca woda z pianą. Mary zdjęła z siebie ubranie i weszła do kąpieli. Woda przyjemnie opływała jej ciało. Do tej chwili nie zdawała sobie sprawy jak ostatnie wydarzenia ją zmęczyły. Zanurzyła się, miała wrażenie jakby wszystkie zmartwienia z niej upływały. Nagle przez wodę doszedł do niej dźwięk otwieranych drzwi. Natychmiast się wynurzyła.

- Pod drzwiami zostawiam co czystą sukienkę i grzebień – usłyszała głos Lokiego. Odetchnęła z ulgą. Wychodząc z wanny owinęła się białym, puszystym ręcznikiem. Zastanawiała się z czego mógł zostać wykonany, dotąd nie spotkała się z takim materiałem, ale nie była tym zbytnio zdziwiona, ponieważ do tej pory bywała w domach zwykłych ludzi, a nie bogaczy nie wspominając o książętach i bogach. Wilgotne w włosy zaplotła w warkocz
i okryta ręcznikiem obejrzała sukienkę. Wykonana została z tego samego materiału co jej poprzednia, ale miała bardziej wyzywający krój, w tym głębszy dekolt i rozcięcie z boku. Miała kolor nocnego fioletu. Na suknię założyła swój pas. Rozczesała włosy i pozostawiła je rozpuszczone. Wyszła z łaźni, zastała Lokiego leżącego na łóżku i czytającego książkę. Kiedy ją usłyszał, podniósł wzrok, a w jego oczach pojawił się szok.

- Teraz straże raczej nie rozpoznają w tobie szukanego zbiega, ale zastanawiam się jak wyjaśnię ojcu twoją obecność. Nie podchodź za blisko niego, może wyczuć, że nie jesteś Asgarczykiem – powiedział odkładając książkę i podnosząc się.

- Jak daleko Asgard leży od Ziemi?

- Jakieś miliardy lat świetlnych. Zapomniałem ci oddać – rzucił w jej stronę złoty przedmiot. Mary bez problemu złapała medalion i założyła go na szyję. Zimny metal przyjemnie chłodził jej skórę po gorącej kąpieli. Do pokoju, tym razem nawet bez pukania, wszedł Thor. Na widok dziewczyny on również okazał zdumienie.

- Nieźle, prawie cię nie poznałem. Loki czemu kryjesz takie skarby w swoim pokoju?

- Moja komnata nie powinna ciebie interesować. Policz sobie za to ile razy ja musiałem cię kryć z twoimi, jak je nazwałeś, skarbami.

- Dałbyś spokój, wiele wysiłku cię to nie kosztowało z twoim giętkim językiem.

Mary zaśmiała się cicho, zauważyła, że zachowanie braci, na swój sposób idealnie współgra. Wesołość Thora kontra zniecierpliwienie i rozgoryczenie Lokiego.

- Przyszedłem zabrać was do sali bankietowej, nie powinniśmy się spóźnić. A w ogóle jak się nazywasz?

- Ja? Mam na imię…

- Anniken – przerwał jej Loki i ponaglił brata do wyjścia, a dziewczynie rzucił ostrzegawcze spojrzenie, by nie pisnęła ani słówka. Wyszli na korytarz i podążyli za Thorem do sali biesiadnej. Mary wciąż rozglądała się zaciekawiona, gotowa zobaczyć nowe wspaniałości. Nie zawiodła się. Korytarz ozdabiały wysokie i masywne złote kolumny. Promienie zachodzącego słońca wpadające między nimi, odbijały się od nich i rozświetlały cały hol.
W pewnym momencie przeszli obok grupki strażników. Mary oblał zimny pot, ale próbowała tego nie okazać, by nie zwrócili na nią uwagi, chociaż podejrzewała, że nieznajomej kobiecie idącej z dwójką książąt o to trudno. W końcu przeszli przez ogromne wrota do dużej, przestronnej sali. Na całą długość rozstawione były stoły, pełne najróżniejszych potraw.  Zaczynając od drobnych owoców jak winogrona po ogromne pieczenie ozdobione liśćmi i jabłkami. Służący nosili pomiędzy gośćmi drobne przekąski i wino.

- Zostań tu przez chwilę – powiedziała do niej Loki i wraz z Thorem ruszyli w stronę siwego, postawnego mężczyzny odzianego w złotą zbroję. W ręce trzymał przedmiot przypominający włócznię. Dostrzegła również, że ma złotą płytkę zasłaniającą prawe oko. Bracia z szacunkiem się przed ukłonili i rozpoczęli rozmowę. Mary widziała, że w większości mówi Thor, a Loki dyskretnie rozglądał się w poszukiwaniu kogoś.

- Witaj- dziewczyna wzdrygnęła się wystraszona. Przywitała ją kobieta w ciemno niebieskiej sukni ze srebrnymi dodatkami. Jasne, długie włosy miała częściowo rozpuszczone. Uśmiechała się do niej delikatnie, a w oczach dało się dojrzeć dobroduszność. Mary niezgrabnie dygnęła.

- Z kim tu przyszłaś, moja droga?

- Z Lokim – rozglądnęła się za nim, ale nigdzie nie mogła go dostrzec.

- Mój syn kogoś przyprowadził? Musisz naprawdę mieć w sobie coś wyjątkowego.

Po pierwszym zdaniu, wiedziała już przed kim stoi. Przed Friggą, boginią obłoków
i królową Asgardu.

- Witaj matko – Loki pojawił się znikąd i natychmiast rozpoczął rozmowę – Widzę,
że już poznałaś Anniken – spojrzał w tłum – Moglibyśmy po przyjęciu porozmawiać? Teraz powinienem przypilnować Thora, by nie zrobił niczego głupiego – już miał odejść, ale Frigga go powstrzymała.

- Loki, skoro przyprowadziłeś gościa to jemu powinieneś poświęcić czas. Ja zajmę się twoim bratem. Co do rozmowy w takim razie przyjdź później do biblioteki.

Loki westchnął.

- Dobrze, później przyjdziemy.

Królowa odeszła, a Loki wziął dziewczynę pod rękę i zaprowadził na drugi koniec sali unikając, jak już się domyśliła, obecności lub chociaż spojrzenia Odyna. Zabrał z tacy, niesionej przez służącego dwa kielichy z winem i jeden jej podał.

- Pij – polecił –Nie będziesz się tak rzucać w oczy.

- Z tego co zauważyłam, przebywanie w twoim towarzystwie jest już wystarczające, by zostać zauważonym – upiła łyk wina. Miało mocny, słodki smak, a jego posmak na długo zostawał w ustach. Z miejsca gdzie stali byli mało widoczni, więc mało kto do nich podchodził, czasem tylko ktoś zamienił kilka słów z Lokim. Każdy okazywał zdumienie na wieść,
że przyszedł z kobietą. Mary zaczęła być ciekawa jakie pogłoski chodzą o nim po dworze. Wreszcie sala powoli pustoszała. Widziała wychodzącego Thora, z trójką mężczyzn, którzy dyskretnie pomagali mu utrzymać się na nogach.

- Powinniśmy iść – Loki szepnął jej do ucha i poprowadził na taras. Noc już od dawna okrywała Asgard i w mieście widać było pojedyncze światła. Szli przez ogrody pełne kwiatów i krzewów. Gdzie nie gdzie  były fontanny, których płynąca woda wyciszała miejsce. Zbliżali się do budynku z licznymi oknami i dachem w kształcie kopuły. Weszli po schodach wyglądających jak spływająca woda i minęli kolumny w rzeźbione winorośle. Na drzwiach widniała płaskorzeźba przedstawiająca Yggdrasil. W środku kilka dużych, okrągłych stołów oraz pełno wysokich półek w całości wypełnionych księgami. Po środku pomieszczenia były spiralne schody prowadzące na piętro wyżej, gdzie świeciło się blade światło. Wspięli się tam, pomieszczenie przypominało to poniżej, a przy jednym ze stołów siedziała Frigga. Na dźwięk ich kroków odwróciła się.

- Loki, widzę, że ją również przyprowadziłeś. O czym chciałeś ze mną porozmawiać?

- Chodzi o nią. Nie pochodzi z Asgardu i sama nie ma zbytnio pojęcia jak tu trafiła. Twierdzi, że medalion ją przeniósł – ściągnął z szyi Mary wisior i podał matce – Emituje jakąś magią, ale nie znam jej ani symboli, które na nim widnieją.

Królowa wzięła go do ręki i zbliżyła do jarzącej się, niewielkiej kuli, dokładnie mu się przyglądając.

- Nie widziałam jeszcze czegoś takiego, ta magia… jest dziwna. Czy Odyn o niej wie? Nie, Thorowi zabroniłem o niej wspominać, ale nie wiem, czy któryś z gości czegoś nie powiedział.

- Dobrze, że ja mu nic nie mówiłam, na pewno wyczułby, że ma w sobie coś innego.

Mary w tym czasie oglądała księgi. Dotyczyły najróżniejszych tematów, magii, botaniki, innych światów. Każda  miała misternie zdobioną okładkę. Podeszła do schodów i spojrzała w górę, miała nad sobą jeszcze jedno piętro. W dachu znajdowało się okrągłe okno, przez które widać było gwiazdy.

- Powinniśmy znaleźć jak najszybciej sposób, byś wróciła do siebie – Frigga podeszła do niej i oddała jej medalion.

- Może, by  spróbować przez Bifrost?

- Nie wiem czy to pomoże. Mam wrażenie jakby ta magia nie pochodziła ze znanego nam kosmosu, więc może dalej błądzić.

- Jak to innego kosmosu?! – Mary pobudziła się – To znaczy, że mogę być w całkowicie innym wymiarze?! Nie, to niemożliwe, to nie może być prawda! – dziewczyna osunęła się na ziemię.

- Spokojnie, na pewno znajdziemy sposób, żebyś mogła wrócić – Frigga podniosła ją
z podłogi – Loki zabierz ją do pokoju. Ja  jeszcze przez chwilę czegoś poszukam.

Mężczyzna zabrał Mary na zewnątrz. Chłodne, nocne powietrze nieco ją orzeźwiło. Kiedy przechodzili koło Sali biesiadnej, Loki wszedł do niej i przyniósł jej nieco wina. Dziewczyna cały czas myślała nad słowami królowej. Inny świat, wymiar? Może wcale nie byłoby to takie złe? Może to jest właśnie szansa, by coś zmienić? Zaczęła odczuwać podekscytowanie, serca biło jej szybciej. Popatrzyła na siebie. Może zostanie tu nie takie złe? Zastanawiała się czy udałoby się jej dopasować do mieszkańców Asgardu. Nagle, gdy nad tym rozmyślała, Loki przygwoździł ją do ściany.

- Nie ruszaj się – syknął i zajrzał za róg. Mary wstrzymała oddech i nasłuchiwała.

- Jesteś pewien, że ta osoba znajduje się na terenie pałacu? – powiedziała ktoś, lekko zdenerwowany.

- Tak, królu. Jeden z moich ludzi widział ją na przyjęciu.

Mary poczuła na plecach zimny pot. To o czym przed chwilą rozmyślała, rozpływało się w niwecz.

- To czemu wtedy jej nie złapaliście?! Może być dla nas zagrożeniem! – krzykowi towarzyszył odgłos uderzania czymś metalowym o ziemię.

- Musimy znaleźć inną drogę – Loki szepnął i złapał ją za rękę. Już mieli odejść, gdy usłyszeli idący oddział i stanęli twarzą w twarz z dowódcą, którego widziała wcześniej.

- Witam książę, widzę, że znalazłeś naszego zbiega.

- Ją? To jej szukaliście? Nie podejrzewałem, że jest, aż tak groźna, w innym wypadku…

- Oszczędź sobie języka – za rogu wyszedł Odyn i stanął przed synem – Wiedziałeś, że jest poszukiwana i nie wmówisz mi, że jest inaczej.

- Ojcze, zapewniam Cię, że mówię najszczerszą prawdę – dłonie położył na klatce piersiowej jakby na potwierdzenie swoich słów, jednocześnie przesunął się tak, by stanąć pomiędzy dziewczyną a strażnikami. Nikt nie pilnował ich od tyłu. Mary zrozumiała o co mu chodzi i powoli przesunęła się do bocznego korytarza. W końcu puściła się biegiem. Strażnicy nie przygotowani na taką reakcję, nie od razu zaczęli ją ścigać.

- Stać! – krzyczeli jakby mieli nadzieję, że ich posłucha. Kiedy biegła w pewnym momencie coś zaczęło świecić jej po oczach. Spojrzała w dół i spostrzegła, że kamień znajdujący się, w medalionie znowu mieni się błękitnym światłem. Zerwała go z szyi i rzuciła przed siebie, na dobre kilka metrów. Natychmiast pojawiła się połyskująca mgła i tworzył się, mieniący najróżniejszymi kolorami, krąg. Nie zastanawiając się długo, wskoczyła do niego.

Siła z jaką portal ją wyrzucił sprawił, że upadła na ziemię, twarzą nurkując w miękkim śniegu. Zewsząd wiat lodowaty wiatr, który zrywał jej z ramion płaszcz. Mary dojrzała wśród padającego śniegu, jakiś cień, ale z powodu zimna nie była w stanie wydusić z siebie głosu. Chwilę później jej głowę ogarnęła ciemność. 



Why do you suppose no one knows what punishment the Queen’s 
guard dog inflicts? It’s because dead men tell no tales.